poniedziałek, 18 września 2017

Marcin Urbaniak z Krzyworzeki - stryj prababci Katarzyny

 
Badając linię Urbaniaków z Krzyworzeki na moją szczególną uwagę zwrócił stryj mojej macierzystej prababci Katarzyny lub inaczej: brat mojego prapra-dziadka Stanisława - Marcin, którego żywot był na tyle przeciętny, że nie znalazł on miejsca w Monografii Krzyworzeki, a którego niby zwyczajna historia pokazuje w jak ciężkich czasach przyszło żyć naszym przodkom, od których zależało nasze "być lub nie być"... Tym razem będzie więc o genealogicznych odkryciach w linii bocznej, dzięki której drzewko rozrosło się nieco w szerz.

Dlaczego akurat Marcin zwrócił moją uwagę? Zacznę od tego, że w pewnym momencie mojego odkrywania linii bocznej Urbaniaków dzięki funkcjonalności serwisu MyHeritage (tzw. Smart Matching) gałązki mojego drzewa automatycznie odnalazły dopasowanie z gałązkami potomków Marcina, odkrywając przede mną m.in. czwartą kuzynkę - Iwonę. Może prościej będzie wyrazić to pokrewieństwo w następujący sposób: dziadek mojego dziadka – Stanisław i dziadek dziadka Iwony - Marcin byli rodzeństwem. Niegenealodzy powiedzieliby: "siódma woda po kisielu", ale łączą nas wspólni przodkowie: Marianna (z domu Kowalczyk vel Piec) oraz Franciszek Urbaniak - nasz praprapra-dziadek urodzony ponad 200 lat temu - około 1815 roku, trzykrotnie żonaty i posiadający dziesięcioro dzieci, w tym właśnie Marcina, któremu postanowiłam poświęcić ten post.

Dla zobrazowania pokrewieństwa z Iwoną taki oto rysunek (oczywiście bez podania danych osobowych osób żyjących):


Serwis MyHeritage umożliwia pozostawienie wiadomości osobom zarządzającym innymi drzewami, dlatego prośbę o kontakt przekazałam Iwonie, która jest użytkownikiem tego serwisu genealogicznego już od stycznia 2010 r. Ostatnio nie była jednak aktywna, co może oznaczać, że tak szybko nie odczyta mojej wiadomości. Mam jednak nadzieję, że kiedyś to nastąpi... Iwona to najdalsza kuzynka, do jakiej dotarłam dzięki badaniom genealogicznym. W tym miejscu pozdrawiam Kamila - trzeciego kuzyna (również odnalezionego poprzez MyHeritage), z którym mam wspólnego prapra-dziadka Walentego Kucharskiego, ale to akurat w moim przypadku linia po mieczu, która stanowić będzie inny rozdział moich opowieści.

Historia Marcina Urbaniaka jest przykładem tego, jak bardzo nasze istnienie zależało od losów naszych przodków. Podobnie jak ojciec  2 razy owdowiał, co było powodem trzykrotnego ożenku. Dał życie czternaściorgu dzieciom (8 dziewczynek i 6 chłopców), z których niestety aż ośmioro na pewno (potwierdzają to metryki) nie dożyło dorosłości, a wśród których po raz pierwszy w moich badaniach pojawiły się bliźnięta.

Przypomnę, że Marcin Urbaniak przyszedł na świat 7 listopada 1852 roku. Roku, w którym epidemia cholery zebrała największe śmiertelne żniwo. Był piątym i ostatnim dzieckiem z matki Marianny z domu Kowalczyk vel Piec, będącej drugą żoną ojca Franciszka, któremu w 1840 roku zmarła pierwsza żona Agnieszka z domu Czyż.


Akt urodzenia Marcina Urbaniaka 7.11.1852 r.

Działo się we wsi Krzyworzeka dnia ósmego listopada 1852 roku o godzinie ósmej rano. Stawił się Franciszek Urbaniak lat 32 włościanin zagrodnik we wsi Krzyworzeka zamieszkały, w przytomności Aleksandra Ciupy lat 42 i Jerzego Presia lat 30, obydwaj włościan zagrodników we wsi Krzyworzece zamieszkałych i okazał nam Dziecię płci męskiej urodzone we wsi Krzyworzece dnia wczorajszego o godzinie piątej wieczorem z Jego małżonki Marianny z Kowalczyków lat 30 liczącej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym w dniu dzisiejszym odbytym nadane zostało imię Marcin, a rodzicami jego Chrzestnymi byli Roch Drygała i Marianna Grygowska. Akt ten stawającym i świadkom nieumiejącym pisać przeczytany i przez nas tylko podpisany został.

Marcin szybko musiał oswoić się ze śmiercią. Jako 5-letnie dziecko przeżywa odejście matki Marianny, która zostawia owdowiałego ojca oraz czwórkę dzieci, a matkę szybko zastępuje im trzecia żona Franciszka - Antonina z domu Komór. W ciągu kolejnych 10 lat na świat przychodzi pięć przyrodnich sióstr Marcina, z których jedna umiera w wieku 14 lat.

29 listopada 1876 roku Marcin Urbaniak w wielu 24-lat poślubia 31-letnią Mariannę z domu Drygała (córkę Sylwestra i Agaty Drygałów) - wdowę po Michale Gawinowskim, po czym rodzina od razu powiększa się o trójkę jej dzieci. 

Akt ślubu Marcina Urbaniaka spisany cyrylicą w 1876 r.

Z tego związku na świat przychodzą:

  1. Franciszek (25.01.1878 - 10.02.1891) - umarł w wieku 13 lat
  2. Rozalia (11.07.1879 - 17.02.1891) - umarła w wieku 11 lat
  3. Zofia (ur. 14.04.1882)
  4. Idzi (15.08.1884 - 08.03.1885) - umarł w wieku 6 miesięcy
Smutny los spotyka rodzinę już w 1885 roku, kiedy to 13 stycznia umiera w wieku 40 lat żona Marcina - Marianna, a 8 marca - półroczny syn Idzi.

Z pierwszego małżeństwa Marcina wieku dorosłego dożyła jedynie córka Zofia, której akt urodzenia odkrył przede mną fakt zawarcia przez nią w Krzyworzece związku małżeńskiego z Andrzejem Barańskim, co miało miejsce dnia 15.01.1912 r. I to właśnie dzięki tej informacji dotarłam do kolejnych potomków Marcina, uświadamiając sobie jednocześnie, ile osób nie przyszłoby na świat, gdyby Zofia podzieliła los swojego rodzeństwa…

Po śmierci żony Marcin jest zmuszony poszukać matki dla dzieci, tak więc 15 stycznia 1886 roku jako 34-latek wstępuje w drugi związek małżeński z 25-letnią Józefą z domu Sobieraj (córką Antoniego Sobieraja i Józefy Twardowskiej vel Pacyna).

Akt ślubu Marcina Urbaniaka spisany cyrylicą w 1886 r.

Druga  żona rodzi troje dzieci, które otrzymują imiona:

  1. Agnieszka (09.01.1887 - 08.06.1888)
  2. Roch (13.08.1888 - 22.10.1890)
  3. Idzi (13.08.1888 - 02.11.1890)
Niestety córka Agnieszka z tego związku umiera jako 1,5 roczne dziecko, kiedy to żona Józefa jest wysoko w ciąży z bliźniętami, po urodzeniu których nastąpiły najtragiczniejsze lata dla rodziny. Najdziwniejsze, że przez cały XIX wiek panowało przekonanie, że jeżeli podczas jednego porodu na świat przychodzi dwoje dzieci, to nie mają one szans na prawidłowy rozwój, a jedno z nich wkrótce umrze. Myślenie takie wynikało z faktu, iż urodzenie bliźniąt, zjawisko niezwykłe, tłumaczono sobie jako dzieło złego ducha, przynoszące nieszczęście. Później uchodziło za wróżbę nieszczęścia, a przynajmniej za rzecz niesamowitą, o czym wspomina Monografia Krzyworzeki. I w tym przypadku los nie był łaskawy dla rodziny Marcina. Jakby ktoś rzucił klątwę... I tak, pod koniec 1890 roku umierają jeden po drugim jako 2 letnie dzieci bliźnięta Roch i Idzi. Po czym następny rok przynosi szereg kolejnych nieszczęść, kiedy to w jednym miesiącu 1891 roku odchodzą na zawsze: 13-letni syn z pierwszego małżeństwa Franciszek (10 lutego), 11-letnia córka również w pierwszego małżeństwa Rozalia (17 lutego) oraz żona Józefa (27 lutego).

Pewnie nigdy nie dowiem się, co było przyczyną tej tragedii rodzinnej. Marcin nie może jednak przeżywać za długo żałoby i po raz kolejny szuka żony dla swoich dzieci. Wybranką jest 17 lat młodsza od niego Marianna z domu Chwinda (córka Szczepana Chwindy i Jadwigi Gawinowskiej). Niespełna 2 miesiące po śmierci żony Józefy - 20 kwietnia 1891 roku staje po raz trzeci na ślubnym kobiercu. 


Akt ślubu Marcina Urbaniaka spisany cyrylicą w 1891 r.

Z trzeciego związku Marcina rodzi się siedmioro dzieci (5 dziewczynek i 2 chłopców), z których dwoje umiera jako kilkumiesięczne dzieci: 

  1. Walenty (ur. 16.02.1893)
  2. Karolina (03.11.1894 – 05.10.1989)
  3. Marianna (ur. 24.08.1899)
  4. Józefa (04.02.1902 – 18.01.1983)
  5. Agnieszka (1905 – 1905)
  6. Antoni (ur. 1906)
  7. Marianna (1909 – 1909)
W tym momencie warto wspomnieć, że w owych czasach rodziny wielodzietne nie były niczym nadzwyczajnym. Poza tym kobieta ciężarna uzyskiwała w społeczności wiejskiej status specjalny. Rozbudowany system zakazów i nakazów miał zapewnić, według ówczesnych wyobrażeń, najlepsze warunki do przebiegu ciąży, porodu i połogu, a także zabezpieczyć otoczenie ciężarnej przed jej szkodliwym wpływem na innych. Do takich zwyczajów należało:
  • zaprzestanie przez położnicę niektórych prac domowych i gospodarczych, np. dojenia krów, pieczenia chleba, siania, sadzenia. Powodem tych zakazów była obawa przed tym, że kobieta będąca w stanie odmiennym, może spowodować zaburzenia wegetacji czy zepsucia produktów spożywczych,
  • izolacja kobiety ciężarnej: nie powinna ona brać udziału w weselach (ponieważ panna młoda miałaby ciężkie życie) i pogrzebach (by zmarły nie pociągnął za sobą do grobu matki lub dziecka),
  • zapewnienie ciężarnej wszelkiej pomocy, o jaką zwraca się do kogokolwiek, ponieważ odmowa mogłaby według tychże zwyczajów spowodować śmierć lub chorobę nienarodzonego dziecka czy też utrudnić poród.
Wszyscy potomkowie Marcina przyszli na świat w Krzyworzece, gdzie również mieszkał wraz z rodziną jego kilka lat starszy brat Stanisław, którego dzieci (w tym moja prababcia Katarzyna) na pewno biegały razem po wsi, pasły krowy na łąkach, czy uczestniczyły w wydarzeniach rodzinnych. Może prababcia przyjaźniła się Karoliną Urbaniak, starszą od Katarzyny tylko 2 dni? Niestety babcia mojej mamy nie zdążyła opowiedzieć ani o swoim rodzeństwie, ani tym bardziej o swoim licznym kuzynostwie.

Mam to szczęście, że metryki parafialne Krzyworzeki przetrwały okres wojny i inne zawirowania, co dało mi możliwość odkrycia krewnych z rodziny mojej prababci Katarzyny z Urbaniaków, których kolejnych potomków mam szansę poznać dzięki - w tym przypadku - pozytywnej funkcji internetu... Dzisiaj już wiem, że oprócz Zofii, wieku dorosłego doczekały również dwie córki Marcina z trzeciego małżeństwa: Karolina Urbaniak (zm. 5 października 1989 r. w wieku 95 lat) oraz Józefa Urbaniak (zm. 18 stycznia 1983 r. w wieku 81 lat). Jak potoczyły się ich losy? Czy miały potomków?  Jeśli założyły rodziny, zmieniły również nazwiska, co może znacznie utrudnić ich odnalezienie, jednak w dobie internetu nie jest to niemożliwe.

piątek, 25 sierpnia 2017

Podróż po mapie genetycznej moich przodków

Czas wakacji kojarzy się z podróżami, słońcem, kolorami… więc aby odpocząć od przeglądania pożółkłych i wyblakłych metryk parafialnych moich przodków, w nastroju ciągle jeszcze wakacyjnym spróbuję odpowiedzieć na pytanie, z jakich regionów geograficznych wywodzą się moje dalsze korzenie.
W ciągu kilku miesięcy poszukiwań genealogicznych zdążyłam już częściowo poznać rodzinne strony moich dziadków, których los jak liście na wietrze przywiał na Pomorze Środkowe z kapryśną pogodą i zimnym Morzem Bałtyckim. Za to z niezwykle pięknymi zachodami jak i wschodami słońca, często w towarzystwie chmur przeganianych przez dość często wiejący tu wiatr.



Barwy takiego nieba każdego dnia, szczególnie w okresie wakacji, podziwiają i utrwalają na fotografiach całe pokolenia...
 Źródło: zdjęcia własnego autorstwa

Jeszcze wiele przede mną do odkrycia, a ciekawość co do pochodzenia mojej rodziny, pojawia się z każdą nową informacją. Stąd wiele pytań: Skąd dokładnie zawędrowali moi pradziadowie w okolice Łodzi, tj.: Kamyk i Wrońsko (linie po mieczu od Tokarków i Nawrotów), czy Skomlin i Sulborowice (linie po kądzieli od Gawliców i Musztuków)? Od kiedy rodziny moich przodków na dłużej zasiedliły te rejony, przemieszczając się jedynie w obrębie kilkunastu kilometrów między powyższymi wioskami oraz Rembieszowem czy Krzyworzeką? Gdzie sięgają korzenie przodków ojczystych, a ile pokoleń z linii moich pradziadków macierzystych zamieszkiwało Cisek na Górnym Śląsku czy ciągle dla mnie nieodkryte Szechynie, leżące w granicach Polski do 1945 roku (dziś: Szeginie na Ukrainie)?

Na pytania o pochodzenie etniczne pomagają odpowiedzieć wyniki testów genetycznych, do wykonania których zachęcił mnie projekt SILESIA (Śląsk, Schlesien) odnaleziony dzięki przeglądaniu informacji właśnie o Górnym Śląsku. W przekazywanym z pokolenia na pokolenie materiale genetycznym zapisana jest przecież nie tylko informacja o kolorze oczu, wzroście i rysach twarzy, ale też o dziejach gatunku Homo sapiens oraz poszczególnych osób, rodzin, grup etnicznych i całych narodów. Wyniki takich badań pozwalają prześledzić wędrówkę wielkiej ludzkiej rodziny z Afryki, z której według naukowców wywodzi się człowiek rozumny i o której pisze chociażby Stephen Oppenheimer w „Pożegnaniu z Afryką. Jak człowiek zaludnił świat”, opisując sposób w jaki obraz linii genetycznych zwanych genami Adama i Ewy rozprzestrzenia się z Afryki w każdy zakątek świata.

Żeby zrozumieć na czym polegają badania genetyczne, kilka słów na temat ludzkiego DNA. Składa się on z 23 par chromosomów, z tego 22 to chromosomy autosomalne, które u obu płci są takie same, zaś jedna para to chromosomy płciowe X i Y, które określają płeć. Można wyróżnić trzy podstawowe rodzaje badań genetycznych:
 
  1. badania chromosomu Y, przekazywanego jedynie z ojca na syna. Wyniki tego badania dają możliwość odpowiedzi na pytanie o pochodzenie najstarszych męskich przedstawicieli naszego rodu, żyjących jeszcze w czasach prehistorycznych. Ten rodzaj badania mogą wykonać jedynie mężczyźni i bada on bezpośrednią linię męską. 
  2. badanie pełnej sekwencji mitochondrialnego DNA to badanie, które mogą wykonać zarówno kobiety, jak i mężczyźni, i daje ono wiedzę na temat bezpośredniej linii żeńskiej. W tym przypadku także zostaniemy przyporządkowani do poszczególnej haplogrupy, tylko tym razem żeńskiej.
  3. badanie wszystkich 22 chromosomów autosomalnych. W tym przypadku uzyskujemy wyniki, na podstawie których możemy próbować określać pochodzenie etniczne, sprawdzić czy posiadamy jakieś negatywne mutacje pod względem zdrowotnym, poszukiwać krewnych genetycznych czy nawet odtwarzać DNA naszych przodków. W tym badaniu otrzymujemy bowiem informacje na temat wszystkich przodków, ale ograniczone jest do kilku (4-5) pokoleń badanej osoby.
Dla początkującego genealoga wybór testu jest więc dosyć trudny, a dodatkowo należy również przemyśleć, z usług której firmy, przeprowadzającej tego typu badania, skorzystać. W tym miejscu należą się podziękowania dla Pana Eryka Grzeszkowiaka, którego blog Genealogia genetyczna  i korespondencja mailowa pomogły mi podjąć decyzję co do wyboru testu i firmy.

Na początek postawiłam więc na testy autosomalne, badające linie obojga rodziców i ustalające etniczne pochodzenie, choć tylko maksymalnie 7-8 pokoleń wstecz, jeśli badanie dotyczyłoby np. dziadków. Dlaczego? Ponieważ możemy być pewni, że DNA odziedziczyliśmy po wszystkich prapradziadkach i co najmniej po znacznej większości praprapradziadków. Długość DNA i liczba rekombinacji (wymiany materiału genetycznego pomiędzy chromosomami ojca i matki) są niestety ograniczone i dlatego nie jest możliwe dziedziczenie DNA po każdym przodku. Z tego też powodu tak ważne jest badanie DNA najstarszych żyjących krewnych, co może pozwolić na udowodnienie dziedziczenia fragmentu odcinka DNA po przodku nawet z ósmego pokolenia.

Testy badające DNA autosomalny pomagają też w odkryciu nieznanych krewnych genetycznych, którzy są zazwyczaj wystarczająco bliscy, by można było ich umieścić na wspólnym drzewie genealogicznym (nawet gdy z początku wydaje się to niemożliwe). Autosomalny krewny to osoba, z którą dzielimy nie pojedyncze mutacje, ale co najmniej jeden długi odcinek DNA, bo choć każdy z nas jest wyjątkowy, jesteśmy utkani z tych samych podstawowych elementów tkaniny genetycznej.

Tak więc wśród wyników testów zleconych przeze mnie firmie Family Tree DNA autosomalnego DNA moich krewnych znalazły się niezwykle ciekawe informacje i grafiki wskazujące, w jakich rejonach świata (a także w jakich grupach etnicznych) można zazwyczaj spotkać geny, które odziedziczyłam od moich przodków.

A więc zaczynamy...
podróż po mapie moich przodków, których nazwiska - odkryte w wyniku badań genealogicznych metodą tradycyjną - postaram się w tym miejscu na bieżąco aktualizować.


Linia: Gawlica 


Wywodząca się z przodków o następujących nazwiskach:
pradziadkowie - Gawlica, Urbaniak vel Urban
2 x pradziadkowie - Woźnica, Wyrębak
3 x pradziadkowie - Stefanides, Bujok, Kowalczyk vel Piec
4 x pradziadkowie - Komór vel Krawiec


Źródło: Family Tree DNA

W przypadku tej właśnie linii genetycznej dzięki wynikom Family Tree DNA (sekcja myOrigins - Moje pochodzenie) dowiedziałam się, że badane DNA autosomalne od ok. 7-8 pokoleń wywodzi się w 100% z Europy, a dokładnie ze wschodniej Europy, gdzie odnotowano największe podobieństwo tych genów do populacji genetycznej charakterystycznej dla tego obszaru geograficznego świata.

Celowo zaczęłam od tej linii macierzystej, której według badań DNA geny pochodzą jak widać z konkretnej części Europy, będącej jednocześnie częścią wspólną dla moich przodków z pozostałych linii. Najciemniej zaznaczone obszary przypominają mi kształt i zasięg mapy Rzeczypospolitej Szlacheckiej (Obojga Narodów) w XVII wieku, co mogłoby oznaczać, że w obrębie tych właśnie granic znajdowała się przez wiele pokoleń kolebka moich przodków, w ramach której łączyli się w pary, zakładali rodziny i wydawali potomstwo. Przez tereny dzisiejszej Polski przetoczyły się wszystkie sąsiednie grupy etniczne, stąd napływ świeżej krwi i jaśniejsze obszary widoczne na mapie, wyraźnie pokazującej największe skupisko moich przodków.

Ciągle jestem na początku odkryć genealogicznych tej linii, o której z badań tradycyjnych wiem zaledwie tyle, że około 1920 roku migrowała ze wsi Cisek, leżącej na Górnym Śląsku, do Skomlina, gdzie urodził się mój dziadek.

Udział w projekcie SILESIA z pewnością pomoże mi dowiedzieć się, jak wyglądała wędrówka pokoleniowa Ślązaków. Przez wiele wieków bowiem Śląsk był miejscem migracji różnych nacji i grup etnicznych co spowodowało, że stał się regionem niezwykle zróżnicowanym pod względem etnicznym i kulturowym. Przodkowie dzisiejszych Ślązaków mogą należeć do wielu grup, w tym Polaków, Żydów aszkenazyjskich, Czechów, Niemców, Flamandów, Włochów... 


Linia: Musztuk


Wywodząca się z przodków o następujących nazwiskach:
pradziadkowie - Musztuk, Kaczmarek
2 x pradziadkowie - Urbańczyk
3 x pradziadkowie - Joniec, Pawlik
4 x pradziadkowie - Jaruga


Źródło: Family Tree DNA

Tak jak wspomniałam wcześniej, najciemniejszy obszar na mapie genetycznej z drugiej linii macierzystej pokrywa się z poprzednimi wynikami Family Tree DNA dla linii Gawliców, co może oznacza że jest to charakterystyczne dla społeczeństwa polskiego. Potwierdzą to również wyniki linii ojczystej.
W przypadku przodków z linii Musztuków na mapie myOrigins widać nowe rejony geograficzne. Nadal badane DNA autosomalne od 7-8 pokoleń wywodzi się w 100% z Europy, ale w 83% podobieństwo tych genów zbliżone jest do populacji genetycznej charakterystycznej dla Europy wschodniej, natomiast 9% pochodzi z Wysp Brytyjskich, a pozostałe 8% z południowo-wschodniej Europy. W badanym DNA jest więc domieszka genów zarówno z chłodnych terenów Wielkiej Brytanii, jak i bardzo słonecznej Grecji, Włoch, Bułgarii a nawet Chorwacji.

Może to dlatego tak ciągnie mnie w te cieplejsze rejony, gdzie przyjemnie stąpać bosymi stopami po gorącym piasku czy kamykach, a ciepła woda zachęca do kąpieli morskich… Do tego kolory, które dzięki swojej intensywności na długo zostają w pamięci i powodują, że świat wydaje się piękniejszy. 


Źródło: zdjęcia własnego autorstwa

Linia: Tokarek

Wywodząca się z przodków o następujących nazwiskach:
dziadkowie - Tokarek, Nawrot
pradziadkowie - Kucharski, Wełna
2 x pradziadkowie - Malarczyk, Gładysiak vel Gładysz, Wiśniewski, Staszewski
3 x pradziadkowie - Kliczber, Skorupa, Ładziak, Rosiak, Wilczek, Sobek, Nowak
4 x pradziadkowie - Kałuża, Kacała


Źródło: Family Tree DNA

Mapa genetyczna linii ojczystej jest dla mnie największą ciekawostką. O ile obszar najbardziej wyrazisty jakby mnie już nie dziwi, to pojawienie się kolejnego kontynentu, z którego wywodzą się moje geny jest dla mnie dużą niespodzianką, która może oznaczać jedynie to, że w przypadku DNA przodków z linii Tokarków znajduje się domieszka bardziej „egzotycznej krwi”.

Jak tym razem rozkładają się procenty? Badane DNA autosomalne tej linii od 5-6 pokoleń wywodzi się w 99% z Europy, a ok.  1% z Ameryki Południowej, co może oznaczać, iż jakiś nie całkiem odległy w czasie przodek przywędrował do Europy z okolic Kolumbii i Brazylii.

Ze względu na to, że powyższa mapa ukazuje w dość dużym pomniejszeniu najbardziej znaczące wyniki tej części świata, z której wywodzi się najwięcej genów moich przodków, poniżej mapa Europy w przybliżeniu.

Z 99% populacji genetycznej charakterystycznej dla Europy, geny moich przodków wywodzące się z Europy wschodniej stanowią 92%, a zachodniej i centralnej część tego kontynentu - pozostałe 7%. Wygląda na to, że dalsze poszukiwania genetyczne powinny mnie zaprowadzić w okolice Francji lub Szwajcarii. Brzmi interesująco... Nawet, jeśli nie uda mi się dotrzeć do metryk z tych rejonów, zawsze jest szansa na odnalezienie dzięki testom autosomalnym krewnego genetycznego.

Starożytne migracje na kontynencie europejskim


Europa była świadkiem wielu epizodów migracji ludności, z których część obejmowała tysiące lat. Najbardziej aktualne badania nad tymi starożytnymi migracjami na kontynencie europejskim wskazują, że istniały trzy główne grupy osób, które miały trwały wpływ na dzisiejsze narody europejskiego pochodzenia. Ludność Europy stanowi więc mozaikę narodów i społeczności.

W wielkim skrócie przybliżę tylko słowa prof. Grzybowskiego, wg którego cyt. „Były trzy główne fale migracji. Pierwsza to zasiedlenie Europy 40–45 tys. lat temu. Potem powrót na północne tereny, po zakończeniu ostatniego maksimum glacjalnego ok. 18 tys. lat temu, bo gdy lodowiec pokrywał większość kontynentu, ludzie wycofali się na południe i tam przetrwali w kilku miejscach. I ostatecznie, stosunkowo niedawne neolityczne migracje związane z rozprzestrzenieniem się rolnictwa, ok. 9 tys. lat temu”. Badania genetyczne pomagają rozstrzygnąć spory, które historycy toczą od lat. Jednym z nich było chociażby to, od kogo pochodzi większość Europejczyków – od łowców-zbieraczy (ang. Hunter-Hatherers), którzy zamieszkiwali nasz kontynent już kilkadziesiąt tysięcy lat temu, czy od rolników (ang. Farmer), którzy dotarli tu ok. 9 tys. lat temu, idąc niczym wielka fala i wypalając masowo lasy, by w ich miejsce zakładać pola uprawne? (Źródło: Czy istnieje coś takiego jak gen Polaka?)

Podsumowując przedstawię więc, do której starożytnej grupy europejskiej w wyniku badań DNA zostali zaliczeni moi przodkowie. Poniższa grafika wygenerowana z Family Tree DNA przedstawia odsetek autosomalny DNA moich przodków, który wciąż zawiera geny z tych starożytnych grup europejskich. 

Gawlica
 Musztuk
 
Tokarek

Jak widać, wyniki są bardzo zbliżone i za każdym razem większość genów moich przodków pochodzi od łowców-zbieraczy, a w następnej kolejności od rolników.

Po raz kolejny mapy geograficzne, pokazujące tym razem starożytne wędrówki na kontynencie europejskim:
Mapa migracji grupy łowców-zbieraczy (Hunter-Gatherer)
Źródło: Family Tree DNA

Mapa migracji grupy rolników (Farmer)
Źródło: Family Tree DNA

∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞

To dopiero początek mojej przygody z genetyką genealogiczną. Dzięki bazom osób, które poddały się takim badaniom, wyniki badań DNA autosomalnego pozwolą m.in. odszukać nieznanych krewnych genetycznych, chociaż brzmi to nieprawdopodobnie. Mam też nadzieję, że dalsze odkrycia genealogiczne chociaż częściowo potwierdzą otrzymane wyniki testów genetycznych lub przynajmniej mnie do nich zbliżą. Ucieszy mnie również, gdy po zapoznaniu się z moimi analizami zachęcę kogoś do wykonania badań genetycznych, które w Polsce nadal nie są zbyt popularne, chociaż w ostatnim czasie zauważalny jest wzrost zainteresowania nimi.

Na koniec dodam, że interpretacji wyników dokonałam samodzielnie przy pomocy dostępnych opracowań na temat genealogii genetycznej. Dlatego też chętnie poznam opinie innych osób, których ten temat zaciekawi, również albo przede wszystkim wtedy, gdy czytający zauważy jakąś nieścisłość w moim wywodzie. Każda dodatkowa informacja w ten sposób wniesie coś nowego do moich poszukiwań genealogicznych.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Pradziadek Antoni Nawrot (1899-1944) – Żołnierz B.Ch.

W obliczu wiekuistości minionych pokoleń…

Tak zaczyna się przysięga składana przez żołnierzy Batalionów Chłopskich (B.Ch.), do których szeregów należał mój pradziadek Antoni Nawrot, o czym dowiedziałam się całkiem niedawno, poszukując informacji związanych z jego śmiercią w obozie Auschwitz. Pisałam o tym w: Dlaczego? oraz w Listach z Auschwitz.

Poniżej najważniejsze słowa przysięgi, składanej również przez mojego pradziadka:

„W obliczu wiekuistości minionych pokoleń ojców i praojców, w obliczu nieśmiertelnego ducha Ojczyzny mojej, Polski, w obliczu zakutego w kajdany niewoli narodu polskiego – postanawiam i ślubuję w swym sumieniu człowieczym i obywatelskim, że na każdym miejscu i we wszystkich okolicznościach – walczyć będę z najeźdźcą o przywrócenie całkowitej wolności narodu polskiego i niepodległości państwowej Polski. […] Na tej drodze walki – wszelkie zlecenia i rozkazy wykonywać będę rzetelnie i karnie. Powierzonych mi tajemnic nie ujawnię przed nikim, nawet przed najbliższymi mi osobami. W wykonywaniu rozkazów oraz w zachowywaniu powierzonych mi tajemnic – nie powstrzyma mnie nawet groza utraty życia. […] Przyrzeczenie to składam i ślubuję dotrzymać – tak mi dopomóż Bóg!”

Bataliony Chłopskie (B.Ch.) to obok Armii Krajowej (AK) największa formacja zbrojna działająca przeciwko niemieckiej okupacji, podczas której wieś polska straciła ponad 300 tys. zagród, prawie 2 mln koni, 4 mln sztuk bydła i 755 tys. sztuk owiec. Co więcej, okupant dopuścił się serii gwałtów na ludności polskiej, niszcząc 440 polskich wsi i mordując blisko 20 tys. chłopów zabitych w 769 egzekucjach. Zmobilizowane społeczeństwo polskie poprzez akty sabotażu i dywersji walczyło na „cichym froncie” z siłami III Rzeszy właśnie w ramach podziemnych organizacji pod szyldem Batalionów Chłopskich.

Krzyż Batalionów Chłopskich
Źródło: Wikimedia.org https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12836018

Jednym z wielu tysięcy żołnierzy B.Ch. był właśnie mój pradziadek Antoni Nawrot – wówczas 40-letni ojciec 4 córek, który w obronie ojczyzny zostawił żonę Bronisławę i dzieci, by wraz z innymi żołnierzami bronić polską wieś przed terrorem okupacyjnym silnie działającym na terenie łódzkim, co niestety znacznie utrudniało konspirację.

Pochodzący z Wrońska Antoni należał do Batalionów Chłopskich V Okręgu Łódź, gdzie zmagano się z podziałem rejonu – z jednej strony wcielonego do Rzeszy, z drugiej wchodzącego w skład Generalnego Gubernatorstwa. Żołnierze B.Ch. w celu osłabienia okupanta organizują akcje przeciwkontygentowych, atakują na jego zapasy, składy żywności czy linie komunikacyjne. Batalionom Chłopskim udało się przeprowadzić szereg akcji kolejowych poprzez wysadzanie torów kolejowych oraz wykolejenie lokomotyw i wagonów, powodując długotrwałe i uciążliwe przerwy w transporcie. Działalność partyzancka B.Ch. polegała też na obronie młodzieży przed wywózką na roboty do Rzeszy, walce z niemieckimi ekspedycjami karnymi oraz obronie wysiedlanych i pacyfikowanych wsi.


Deportacja do KL Auschwitz 


Za przynależność do Batalionów Chłopskich Antoni Nawrot został deportowany do KL Auschwitz, gdzie oprócz wolności, odebrano mu też imię i nazwisko, nadając numer 120210, o czym wspominają „Księgi Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944. Tom I”, zawierające opis transportu z 6 maja 1943 roku oraz krótkie historie walczących o wolność narodu polskiego, wśród których znalazł się  właśnie Antoni Nawrot, jeden z 279 więźniów politycznych, deportowanych z Łodzi do KL Auschwitz w dniu 5 maja 1943 roku.

Prawie 5 miesięcy czekałam na udostępnienie przez IPN dokumentów zgromadzonych na temat pobytu mojego pradziadka Antoniego w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Rozczarowanie, które poczułam gdy zobaczyłam te same dokumenty, udostępnione mi wcześniej przez Muzeum w Auschwitz, wynagrodził mi jednak kilkunastostronicowy fragment „Księgi Pamięci”, odkrywającej przede mną ostatnie miesiące życia mojego pradziadka.



Formowanie transportu do KL Auschwitz z 6 maja 1943 roku nastąpiło w więzieniu gestapo przy ulicy Sterlinga w Łodzi oraz w więzieniu w Radogoszczu, co mogłoby oznaczać, że to właśnie w jednym z tych dwóch miejsc mógł być wcześniej pradziadek Antoni. Zbiory dokumentów więzienia w Radogoszczu przechowuje Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, z którym skontaktowałam się w celu odszukania jakichkolwiek informacji o pradziadku. Dosyć szybko otrzymałam odpowiedź, że w katalogu byłych więźniów Radogoszcza oraz w katalogu przedmiotowym Muzeum brak informacji o moim pradziadku. Pozostaje więc przypuszczać, że przebywał on w więzieniu w Łodzi, w którym w okresie II wojny światowej naziści utworzyli więzienie policyjne, gdzie odbywały się straszne przesłuchania oraz egzekucje. Z informacji odnalezionych na stronach www.straty.pl wyraźnie wynika, że miejscem zatrzymania pradziadka jest Łódź, więc ta hipoteza jest wielce prawdopodobna. Akta więzienia przy ulicy Sterlinga w Łodzi, w tym ewidencja więźniów w okresie od grudnia 1942 do 11 lutego 1944 roku przechowuje Archiwum Państwowe w Łodzi, do którego również zwróciłam się z pytaniem o mojego pradziadka. Na informacje jeszcze czekam, a tymczasem przeszukując internet szybko znalazłam budynek byłego więzienia hitlerowskiego oraz jedną z tablic pamiątkowych o przerażającej treści: 

W GMACHU TYM MIEŚCIŁO SIĘ
PODCZAS II WOJNY ŚWIATOWEJ
HITLEROWSKIE WIĘZIENIE POLICYJNE,
MIEJSCE STRACEŃ I MĘCZEŃSTWA TYSIĘCY POLAKÓW
ORAZ PRZEDSTAWICIELI INNYCH NARODOWOŚCI.

Tablica pamiątkowa na budynku przy ul. Sterlinga 16 w Łodzi
Źródło:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Wi%C4%99zienie_przy_ul._Sterlinga_16_w_%C5%81odzi

Więźniów przewożono do KL Auschwitz pociągiem złożonym z wagonu-więźniarki i wagonów osobowych (tzw. pulmanowskich) pod silną eskortą SS. Przez cały czas jazdy pociągiem więźniowie byli skuci pojedynczo lub po dwóch kajdankami. W każdym wagonie jechało po około 50 więźniów, przy czym w wagonach osobowych umieszczono po dwóch więźniów w przedziale. Okna wagonów osobowych były szczelnie zamknięte  przez cały czas jazdy. Trasa przejazdu transportu prowadziła przez Ostrów Wielkopolski – gdzie nastąpiło uzupełnienie jego stanu o więźniów tamtejszego więzienia – następnie przez Wrocław, Kędzierzyn, tereny Dolnego Śląska, Protektoratu Czech i Moraw oraz Skoczów. Ze wspomnień więźniów, którzy przeżyli, wynika że powodem skierowania transportu drogą okrężną była obawa przed odbiciem transportu przez działającą w lasach piotrkowskich partyzantkę AK. Powodem mogło być też np. przepełnienie linii kolejowych przez transporty wojskowe obsługujące front wschodni, co często zdarzało się w sytuacji wojennej. Wybór takiej trasy mógł być też podyktowany tym, że trasa dawała możliwość przejęcia więźniów z więzienia (obozu karnego) w Ostrowie Wielkopolskim, więzienia w Sieradzu, czy aresztów w Łasku, Zduńskiej Woli i Wieluniu.

6 maja 1943 roku transport przybył prawdopodobnie na tzw. starą rampę, położoną za stacją kolejową w Oświęcimiu, w pobliżu obozu Birkenau. Po wyładunku transportu więźniowie zostali otoczeniu zwartym kordonem esesmanów z psami. Następnie wyczytano nazwiska 50 więźniów, których skierowano do obozu o szczególnych obostrzeniach, oddając ich do dyspozycji wydziału politycznego celem kontynuowania prowadzonych w ich sprawach śledztw. Pozostałych więźniów zaprowadzono pod eskortą SS do Birkenau i umieszczono w obozie męskim w jednym z drewnianych baraków (odcinek BIb). Tam spędzili noc, po której odbyła się procedura rejestracji, nadając numery od 1200075 do 120353. Po zakończeniu pozostałych czynności związanych z przyjęciem do obozu więźniów umieszczono w bloku 26, gdzie odbyto tzw. kwarantannę wstępną trwającą sześć tygodni.

W czasie kwarantanny więźniowie pracowali w tzw. Planierungskommando, w którym wykonywali ciężkie prace ziemne przy niwelacji i porządkowaniu terenu wciąż rozbudowywanego obozu. Wszystkie prace musieli wykonywać w biegu, popędzani i bici przez esesmanów i więźniów funkcyjnych. Nie otrzymywali też żadnych narzędzi. Do noszenia piasku oraz cegieł zmuszeni byli używać więźniarskich marynarek, które zapinali na plecach, a do powstałej w ten sposób płachty zabierali jak największą ilość cegieł, kamieni, piasku, czy wapna. Po zakończeniu kwarantanny wstępnej część więźniów skierowano na odcinki BIId i BIIf obozu w Birkenau, a część przeniesiono do różnych podobozów oświęcimskich, w tym m.in. do podobozu Neu-Dachs w Jaworzenie.

Spośród 279 więźniów owego transportu w KL Auschwitz zginęło co najmniej 38 osób, w tym  mój pradziadek Antoni – w lutym 1944 roku – po 9 miesiącach od osadzenia. Czterech więźniów uciekło z obozu, jeden został zwolniony, a dziesięciu zostało wyzwolonych, w tym ośmiu podczas ewakuacji. Do innych obozów koncentracyjnych przeniesiono 146 więźniów, z których co najmniej 8 zginęło, a 82 doczekało wyzwolenia. Nieznany jest los wielu więźniów. Najprawdopodobniej zginęli oni w czasie wojny.

Źródło:

  1. Historia Batalionów Chłopskich
  2. Księgia Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944. Tom I