niedziela, 21 maja 2017

Kamyk - z dziada pradziada cz. II (od Rocha do Jana)

W dalszym ciągu jesteśmy w Kamyku, gdzie mieszkał, a może również urodził się mój prapraprapradziadek po mieczu - Michał Tokarek, jego syn Adam oraz siedmioro wnuków, w tym mój prapradziadek Roch, o czym było w Części I


Roch - 2 x pradziadek


Roch Tokarek przyszedł na świat 6 sierpnia 1858 roku jako piąte dziecko małżonków Adama i Marianny (z d. Kliczber). Jeszcze przed jego narodzeniem, dokładnie 6 miesięcy wcześniej, rodzice wraz z trzema córkami (11 letnią Elżbietą, prawie 10 letnią Katarzyną i 4 letnią Franciszką) przeżywają śmierć rocznego Józefa. Roch jest więc wyczekiwanym synem. Odnajdując jego akt urodzenia, widzę maleńkie bezbronne dzieciątko i z przerażeniem myślę, że w tamtych latach umierało bardzo dużo dzieci poniżej drugiego roku życia. Gdyby małego Roszka spotkał ten sam los, nie byłoby ani jego dzieci, ani dzieci tych dzieci, ani mojego Taty, ani mnie...

Akt urodzenia Rocha Tokarek – 1858 rok

Przez 5 kolejnych lat Roch jest jedynym chłopcem, a nad jego kołyską nachylały się trzy starsze siostry. Kilka dni po jego 5-tych urodzinach przychodzi na świat brat Franciszek, a po kolejnych 4 latach - Ignacy. Najstarsza siostra Rocha ma wówczas już 20 lat.

Przed skończeniem przez Rocha 14 lat, na początku stycznia 1872 roku umiera jego starsza siostra Franciszka, a po dwóch dniach - najbliższa sercu osoba - matka Marianna. Jakież cierpienie musiał przeżywać chłopiec. Jak trudno zrozumieć stratę najbliższych osób. W wielkim smutku mijają zimowe miesiące: styczeń i luty. Z nadejściem wiosny ojciec Rocha podejmuje decyzję, aby gospodarstwem i dziećmi zaopiekowała się kobieca ręka. Wybór pada na zamieszkałą w Kamyku 56-letnią Brygidę Skorupa (z domu Pająk) - wdowę od 11 lat, która od tego momentu zastępuje dzieciom matkę. Po ślubie, który odbył się 30 kwietnia 1872 roku, do domu wprowadza się również jej 14-letnia córka Marianna. Pozostałe dzieci Brygidy (synowie: Tomasz oraz Józef, a także córka Zofia) zdążyły już założyć swoje rodziny.

Roch zwleka z wyborem partnerki na resztę życia. Jeszcze przez 2 lata po śmierci ojca w 1880 roku pełni rolę głowy domu i zastępuje ojca młodszym braciom: Ignacemu (13 lat) i Franciszkowi (17 lat). Wreszcie 15 stycznia 1882 roku 23-letni Roch staje na ślubnym kobiercu w nowo wybudowanym kościele Św. Jana Chrzciciela w Brzykowie, a jego wybranką jest młodziutka 17-letnia Katarzyna Skoczylas z pobliskiego Zakurowa. 


Patrząc na metrykę ślubu spisaną w języku rosyjskim, widzę jak historia Polski z okresu zaborów dotyka moich przodków (poniżej przetłumaczona treść aktu małżeństwa z 1882 r.):

Działo się we wsi Brzykowie trzeciego /piętnastego/ stycznia tysiąc osiemset osiemdziesiątego drugiego roku o godzinie dziesiątej rano. Oświadcza się, że w obecności świadków: Jakuba Imielskiego pięćdziesiąt lat mającego i Szczepana Malarczyka pięćdziesiąt lat mającego obu rolników z Kamyka zawarto dziś religijny związek małżeński między: Rochem Tokarkiem kawalerem, synem zmarłych Adama Tokarka i jego żony Marianny z domu Kliczber, urodzonym i zamieszkałym rolnikiem w Kamyku, dwadzieścia trzy lata mającym i Katarzyną Skoczylas panną, córką zmarłego Kajetana i żyjącej jego żony Agnieszki z domu Pielucha, urodzoną i zamieszkałą u matki rolniczki w Zakurowiu, siedemnaście lat mającą. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w tutejszym kościele parafialnym dwudziestego grudnia /pierwszego stycznia/, dwudziestego siódmego grudnia /ósmego stycznia/, trzeciego /piętnastego/ stycznia bieżącego roku. Nowożeńcy oświadczyli, że nie zawarli oni między sobą umowy przedślubnej. Pozwolenie matki młodej będącej przy akcie nastąpiło ustnie. Akt ten Nowożeńcom i świadkom niepiśmiennym przeczytano przez Nas tylko podpisano.

Młodzi małżonkowie niedługo cieszą się swoją obecnością. I nie dlatego, że przychodzi na świat potomstwo, a z powodu śmierci młodej żony. Roch i Katarzyna byli małżeństwem niespełna 2 lata. 5 grudnia 1883 roku o godzinie 7 wieczorem Roch żegna się na zawsze ze swoją Katarzyną, która nie zdążyła nawet dać mu potomstwa. Śmierć zgłaszają rolnicy z Kamyka, myląc niestety imię Katarzyny oraz nazwisko panieńskie jej matki (w metryce widnieje Marianna, a nazwisko matki to Wlaźlak zamiast Pielucha, jednak pozostałe fakty są niezaprzeczalne).


Działo się we wsi Brzykowie dwudziestego piątego listopada /siódmego grudnia/ tysiąc osiemset osiemdziesiątego trzeciego roku o godzinie dziesiątej rano. Stawił się Roch Pędziwiatr czterdzieści lat mający i Józef Stolarek dwadzieścia sześć lat mający obaj rolnicy z Kamyka i oświadczyli że dwudziestego trzeciego listopada /piątego grudnia/ bieżącego roku o godzinie siódmej wieczorem zmarła w Kamyku Marianna Tokarek zamężna, córka zmarłego Kajetana Skoczylasa i żyjącej Agnieszki z domu Wlaźlak, urodzona w Zakurowiu, zamieszkała rolniczka w Kamyku, dziewiętnaście lat mająca, pozostawiła po sobie owdowiałego męża Rocha Tokarka. Po naocznym przekonaniu się o zgonie Marianny Tokarek, Akt ten obecnym niepiśmiennym przeczytano, przez Nas tylko podpisano.

Życie toczy się dalej, a ciężka praca nie pozwala długo przeżywać śmierci ukochanej. I tak w następnym miesiącu - już 1884 roku Roch zostaje mężem rówieśniczki - Józefy Krzoska (z domu Malarczyk), wdowy po zmarłym dwa lata wcześniej Piotrze Krzoska.


Działo się we wsi Brzykowie pierwszego /trzynastego/ stycznia tysiąc osiemset osiemdziesiątego czwartego roku o godzinie trzeciej po południu. Oświadcza się, że w obecności świadków Jakuba Imielskiego pięćdziesiąt lat mającego i Franciszka Malarczyka czterdzieści cztery lata mającego obu rolników z Kamyka zawarto dziś religijny związek małżeński między: Rochem Tokarkiem wdowcem po zmarłej w Kamyku dwudziestego trzeciego listopada /piątego grudnia/ ubiegłego roku Mariannie Tokarek z domu Skoczylas, synem zmarłych Adama Tokarka i jego żony Marianny z domu Kliczber, urodzonym i zamieszkałym rolnikiem w Kamyku, dwadzieścia pięć lat mającym i Józefą Krzoska wdową po zmarłym Piotrze Krzoska w Zakurowie pierwszego /trzynastego/ marca tysiąc osiemset osiemdziesiątego pierwszego roku, córką zmarłego Mateusza Malarczyka i żyjącej jego żony Małgorzaty z domu Skorupa, urodzoną i zamieszkałą u matki wyrobnicy w Kamyku, dwadzieścia sześć lat mającą. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w tutejszym Kościele Parafialnym osiemnastego /trzydziestego/ grudnia ubiegłego roku, dwudziestego piątego grudnia ubiegłego roku /szóstego stycznia bieżącego roku/, pierwszego /trzynastego/ stycznia bieżącego roku. Nowożeńcy oświadczyli, że nie zawarli oni między sobą umowy przedślubnej. Akt ten Nowożeńcom i świadkom niepiśmiennym przeczytano przez Nas tylko podpisano.

Kościół św. Jana Chrzciciela (wybudowany w latach 1860-72)
Źródło: Polska niezwykła

Czy to był ślub z miłości? Czy, aby zapomnieć o cierpieniu i samotności, Roch postanowił rozejrzeć się za wolną panną na wydaniu, a że w okolicy była młoda jeszcze wdowa, decyzja była szybka, tym bardziej że łączyło ich wspólne nieszczęście. A może swat zakołatał do drzwi Rocha, widząc jego strapienie, otrzymując za to zapłatę? Mógł też wypatrzeć Józefę w kościele lub w drodze do kościoła, a może sama Józefa dostrzegła w młodym wdowcu męża na dobre i złe...

Tak czy inaczej, jeszcze tego samego roku przed Bożym Narodzeniem przychodzi na świat ich pierwszy wspólny potomek - Antonina (1884). Po ponad 3 latach w maju 1888 roku rodzina zostaje powiększona o wymarzonego przez Rocha - syna Jana (mój pradziadek), a następnie w odstępach czterech kolejnych lat rodzą się córki: Marianna (1892) i Marcjanna (1896). Ta druga niestety umiera jako niespełna dwuletnie dziecko. Ostatni rodzi się Józef (1899), który również umiera po 3 miesiącach od narodzin.

W każdej metryce urodzenia zapisana jest informacja o tym, że Roch to rolnik z Kamyka. Sięgam więc do „Chłopów” - lektury ze szkolnych lat, w której Władysław Reymont urodzony w niedalekiej okolicy w tym samym roku, co młodszy brat Rocha – Ignacy, opisuje wieś pod koniec XIX wieku, ukazując  prace podczas 4 pór roku:

Wiosną "ziemia aż się prosi o obróbkę, czas na orki, czas na siewy, czas na wszystkie roboty..."
Latem natomiast "jakby zmówieni wszyscy zaczęli wychodzić do żniwa, że ano z każdej chałupy ruszali całą gromadą, z każdej chałupy błyskały sierpy i kosy, z każdego obejścia wytaczały się wozy na miedze i polne drożyny. [...] na wszystkich polach, jak jeno było można sięgnąć okiem, w straszliwym skwarze, wśród zbóż złotawych, w rozmigotanym i ślepiącym powietrzu, od świtu do późnego wieczora połyskiwały sierpy i kosy, bielały koszule, czerwieniały wełniaki, gmerali się niestrudzenie ludzie i szła cicha, wytężona robota i nikto się już nie lenił, na somsiadów nie oglądał, o niczym drugim nie myślał, a jeno, przygięty nad zagonem kiej wół, w pocie czoła pracował."
Jesień to pora wykopek. "W cichości, że ino słychać było dziabanie motyczek o twardą ziemię, a czasem suchy dźwięk żelaza o kamień. Czasami ktoś niektoś wyprostował zgięty i zbolały grzbiet, odetchnął głęboko, popatrzył bezmyślnie na siejącego przed nimi i znowu kopał, wybierał z szarej ziemi żółte ziemniaki i rzucał do kosza przed się stojącego."
Zimą "naród oderwał ręce spracowane od matki ziemi, to i podnosił przygięte karki, podnosił zafrasowane dusze, prostował się, rozrastał i równał jeden z drugim w wolności, w odpoczywaniu..."

Jak widać praca rolnika to ciężki chleb. Wymagała do Rocha ciągłego zaangażowania i siły fizycznej, a zbiory były uzależnione od pogody oraz narażone na nieszczęścia, takie jak pożary, o których pisze: Tydzień Piotrkowski 1902 nr 23:
 
W części: Kronika Piotrkowska dowiaduję się, że w nocy z 28 na 29 maja, w przeddzień uroczystości Bożego Ciała spłonęło w Kamyku 12 chałup, 2 stodoły i kilka chlewików. Gdyby nie ratunek i pomoc z Konopnicy, cała wieś i folwark poszłaby z dymem...

Wzmianka o kolejnym pożarze pojawia się w: Gazecie Świątecznej z 1903 nr 1173  
We wsi Kamyku, w pow. łaskim, gub. piotrkowskiej spalił się dom służby folwarcznej i 8 gospodarstw włościańskich.

Można sobie wyobrazić, jak całe społeczeństwo odbudowywało spalone chałupy czy stodoły. Wzajemna pomoc była niezbędna, szczególnie w okresie wiosennych prac polowych. W tym momencie przypominam sobie opowieści cioci Reginy o moim dziadku, który co prawda w późniejszych latach, ale również w Kamyku, potrafił wybudować najsolidniejszą stodołę i pomagał w tym również sąsiadom, pracując od świtu do nocy. Takie geny musiał odziedziczyć od przodków.

Oprócz pożarów, pojawiają się również choroby zakaźne zwierząt, o czym wspomina Dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki „Rozwój” 1909 nr 155 w części: Kronika


 

Czy Roch przeżył I wojnę światową, po zakończeniu której Polska odzyskała suwerenność w dniu 11 listopada 1918 roku? To pytanie pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, ponieważ w dostępnych on-line metrykach parafii Brzyków (do 1913 roku) nie znalazłam aktu zgonu prapradziadka. Zakładając, że doczekał wolnej Polski, w 1919 roku miałby 60 lat.

Jan - pradziadek 


O pradziadku Janie pisałam, wspominając o Stuletniej fotografii Jan to jedyny męski potomek Rocha, który przedłużył linię nazwiska Tokarek. Jest jednym z pięciorga dzieci małżonków z Kamyka, z których dwie córki również zakładają rodziny, a dwoje niestety umiera przed skończeniem 2 lat.

Jan przychodzi na świat w 1888 roku, pod koniec miesiąca maja, który w rolnictwie jest jednym z najbardziej intensywnych miesięcy. Wyobrażam sobie brzemienną Józefę, która nie miała możliwości oszczędzać się szczególnie w okresie nasilonych prac polowych. Już dwa dni po narodzinach Jan zostaje ochrzczony, a rodzicami chrzestnymi są Łukasz Skał i Franciszka Tokarek.


Metryka urodzenia Jana (w j.rosyjskim) 

Działo się we wsi Brzyków osiemnastego /trzydziestego/ maja tysiąc osiemset osiemdziesiątego ósmego roku o godzinie dwunastej rano. Stawił się Roch Tokarek rolnik z Kamyka, dwadzieścia osiem lat mający, w obecności Łukasza Skał, kowala trzydzieści osiem lat mającego i Grzegorza Bednarka rolnika pięćdziesiąt lat mającego, obu z Kamyka, i okazał Nam dziecię płci męskiej, w Kamyku urodzone szesnastego /dwudziestego ósmego/ bieżącego miesiąca i roku o godzinie jedenastej wieczorem z jego żony Józefy z Malarczyków dwadzieścia osiem lat mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym odprawionym w dniu dzisiejszym nadano imię Jan, a chrzestnymi byli: Łukasz Skał i Franciszka Tokarek. Akt ten oświadczającemu i świadkom niepiśmiennym przeczytano, przez Nas tylko podpisano.

Dzieciństwo mojego pradziadka przypadło na lata jeszcze przed I wojną światową. W Polsce, od 100 lat nie znającej wolności, powstał ruch ludowy, który na początku walczył właśnie o poprawę chłopskiej doli. Jan jako dziecko nasiąknął więc hasłami, które wzywały cały naród do walki o niepodległą Polskę.

W styczniu 1910 roku 21-letni Jan staje na ślubnym kobiercu w pięknie zdobionym barokowym kościele p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w parafii widawskiej, do której należała panna młoda - Katarzyna Kucharska starsza o 6 lat zamieszkała w Podgórzu, oddalonym o ponad 12 km. od Kamyka. 


Wnętrze kościoła w Widawie 
Źródło: Polska niezwykła
Przed tym ołtarzem ślubowali moi pradziadkowie Jan Tokarek i Katarzyna z Kucharskich

Działo się w Widawie siedemnastego /trzydziestego/ stycznia tysiąc dziewięćset dziesiątego roku o godzinie pierwszej po południu. Oświadcza się, że w obecności świadków Marcina Rakocińskiego czterdzieści pięć lat mającego i Jana Krzyżańskiego sześćdziesiąt lat mającego, obu wyrobników z Podgórza zawarto dziś religijny związek małżeński między Janem Tokarkiem, kawalerem, dwadzieścia jeden lat mającym, urodzonym w Kamyku w parafii Brzyków i tamże jako wyrobnik zamieszkałym, synem Rocha i Józefy z Malarczyków małżonków Tokarków rolników i Katarzyną Kucharską, panną, wyrobnicą, dwadzieścia siedem lat mającą, urodzoną w Rembieszowie w parafii Strońsk, zamieszkałą w Podgórzu, córką Walentego i Urszuli z Gładyszów małżonków Kucharskich wyrobników. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w tutejszym i brzykowskim kościele parafialnym w dniach trzeciego /szesnastego/, dziesiątego /dwudziestego trzeciego/ i siedemnastego /trzydziestego/ stycznia bieżącego roku. Nowożeńcy oświadczyli że umowy przedślubnej nie zawarli. Religijny ten obrzęd małżeństwa odprawiony został przez Księdza Stanisława Żerańskiego miejscowego proboszcza. Akt ten obecnym nowożeńcom i świadkom niepiśmiennym przeczytano przez Nas tylko podpisano.

Jeszcze w tym samym roku w listopadzie o godzinie 5 rano rodzi się w Kamyku córka Marianna, która tego samego dnia o 3 po południu zostaje ochrzczona, a rodzicami chrzestnymi są: Józef Wojdyła i Marianna Tokarek. W akcie urodzenia córki z 1910 r. Jan jest określany wyrobnikiem  - czyli robotnikiem dniówkowym, oznaczającym osobę wynajmującą się do różnych prac fizycznych. Możliwe, że nie posiadał własnej ziemi, a pracował sezonowo u innych gospodarzy. Praca bez stałego etatu wynagradzana dniówkami nie gwarantowała więc utrzymania całej rodziny.

Niestety córka Marysia umiera, mając kilka miesięcy i dopiero narodziny Janiny w 1912 roku pozwalają małżonkom w pełni cieszyć się rodzicielstwem. Rodzinną sielankę przerywa niestety I wojna światowa. To z tego powodu Janina jest jedynaczką przez 5 lat, po których 2 lutego 1917 roku na świat przychodzi pierworodny syn Kazimierz – ostatni potomek rodziny Tokarków urodzony w Polsce, będącej jeszcze pod zaborami.

Po zakończeniu I wojny światowej Jan dostaje się do kawalerii konnej, będącej jedną z trzech – oprócz piechoty i artylerii - głównych rodzajów broni Wojska Polskiego II RP.
Dla przypomnienia fragment zdjęcia, które było dla mojego dziadka Stanisława wielką pamiątką.

Ok. 1918-1919 r.

Kolejny syn - Stanisław (mój dziadek) przychodzi na świat w 1921 roku jako ostatnie dziecko Jana i Katarzyny i ma to szczęście, że rodzi się już w wolnej Polsce.


Poniżej jedyne zdjęcie, którego jestem w posiadaniu, przedstawiające moich pradziadków z dziećmi. Gdyby założyć, że najstarsza córka Janina ma na nim około 20 lat, byłby to rok 1932. Pradziadek Jan miałby wówczas 44 lata, a prababcia Katarzyna - 50. Możliwe, że w środku siedzi 11-letni Stanisław (mój dziadek).


Rodzinie Tokarków udaje się przeżyć II wojnę światową, po zakończeniu której dzieci Jana i Katarzyny zakładają swoje rodziny. Niestety nawet mój dziadek już nie udzieli odpowiedzi na moje pytania o tamte czasy... Pradziadek Jan umiera rok po wojnie - w maju 1946 roku, a mój dziadek Stanisław - przed moim narodzeniem, więc nie miałam okazji usłyszeć z jego ust opowieści rodzinnych. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dotrzeć do dokumentów tego właśnie okresu moich przodków. Możliwe też, że planowane w tym roku odwiedziny Kamyka, odkryją przede mną brakujące informacje w historii mojego drzewa.

Postać mojego dziadka Stanisława, również urodzonego w Kamyku, przedstawię jednak jako osobną historię...


Źródła informacji:

Wsie sieradzkie - Kamyk 

czwartek, 11 maja 2017

Kamyk - z dziada pradziada cz. I (od Michała do Adama)

Co najmniej od pięciu pokoleń Kamyk był rodzinną kolebką dla moich przodków po mieczu, noszących nazwisko Tokarek. W pierwszym zamyśle chciałam ten wątek zamieścić w jednym poście, ale okazał się za długi, gdy z każdą napisaną linijką pojawiały się nowe istotne informacje. Zacznę więc od tej najstarszej, pochodzącej z 1815 roku, ale wcześniej opowiem o samym nazwisku, które według słownika historyczno- etymologicznego Kazimierza Rymuta pochodzi od zawodu tokarz, czyli rzemieślnika specjalizującego się w obróbce drzewa. Nazwisko to należy do jednej ze znaczących a jednocześnie najciekawszych grup polskich nazwisk, ponieważ wskazuje na zawód, który był wykonywany przed wiekami (ok. XVII w.) przez mojego przodka, kiedy to formował się system nazwisk. Na początku było „przezwiskiem” (przydomkiem), by z upływem lat przybrać formę obowiązkową, dziedziczoną przez kolejne pokolenia. Silna potrzeba posiadania jako nazwisk nazw różniących się od pospolitych słów, spowodowała iż do rdzenia Tokarz zaczęto dodawać przyrostki, takie jak –ski, -czuk, a w tym przypadku –ek, stąd do dzisiaj brzmi TOKAREK.

Wracając do Kamyka… Tutaj urodził się mój dziadek – Stanisław Tokarek, a także przodkowie z linii głównej aż do praprapradziadka - Adama. Czy urodził się tu również jego ojciec Michał oraz inni przodkowie…? Tego jeszcze nie wiem, ponieważ metryki parafii Brzyków, do której należy Kamyk, zaczynają się od 31 maja 1808 roku, co wiązało się z  wprowadzeniem na terenie ówczesnego Księstwa Warszawskiego, czyli w częściach zachodniej i centralnej dawnej Rzeczypospolitej, obowiązku  prowadzenia przez proboszczy aktów stanu cywilnego i utrzymywania ksiąg w oparciu o francuski kodeks cywilny (Kodeks Napoleona). Starsze księgi metrykalne, o ile istnieją były sporządzane po łacinie uchwałą soboru tryndeckiego w 1563 r.


Księgi parafii brzykowskiej przetrwały wiele zawirowań wojennych, by dzisiaj - mimo zniszczeń i  zabrudzeń - odkryć przede mną informacje, o których nikt z rodziny nie słyszał, a jeśli ktoś pamięta, to jak przez mgłę… Czasem podczas rozmów potwierdza się, że niektóre imiona czy nazwiska kojarzą się moim bliskim z zasłyszanymi dawno temu opowieściami starszych osób. Czytając metryki miałam możliwość przenieść się do czasów pradziadków mojego dziadka Stanisława, by poznać zarówno radosne wydarzenia dotyczące urodzeń czy ślubów, jak i te przykre, jakimi są zgony, które jak zawsze były nie w porę…  Zapisane na kartach metryk parafii brzykowskiej - różnymi charakterami pisma i w różnych językach - historie są również skarbnicą wiedzy na temat kręgu bliskich osób, które stawały się chrzestnymi czy świadkami nie tylko uroczystości rodzinnych, ale też różnych tragedii, jakimi nie szczędził ich los. Historie te są częścią dziejów Polski, które odkrywam na nowo przy okazji podróży w przeszłość moich pradziadów… 
Tak wygląda główna linia moich przodków po mieczu. Stanisław to mój dziadek, który jako ostatni urodził się w Kamyku. Dalsza linia prowadzi do mojego Taty – Stanisława, a następnie Brata – Sebastiana i Jego syna – Oliwierka…

Kamyk jest odległy ok. 6 km od kościoła parafialnego w Brzykowie, który pełni tę funkcję do dzisiaj. Tam też jest najbliższy cmentarz, gdzie na pewno został pochowany pradziadek Jan Tokarek oraz  jego dziadek po mieczu - Adam. Co do Rocha oraz Michała, nie jestem pewna miejsca ich pochówku, mimo że przejrzałam wiele metryk parafii Brzyków czasem kartka po kartce, linijka po linijce... Na pewno jeszcze do nich wrócę, chociażby ze względu na badania przodków ze strony babci Marianny (z d. Nawrot), więc jest szansa, że zagadka zostanie rozwiązana.

Odkrywając moje korzenie, przeniosłam się do tej maleńkiej wsi - Kamyk, należącej dzisiaj do województwa łódzkiego, w powiecie wieluńskim, w gminie Konopnica. Wsi leżącej w kotlinie szczercowskiej, gdzie występuje mozaika lasów sosnowo - dębowych i  borów sosnowych oraz obszarów rolniczych, odwadnianych przez Wartę i jej dopływy.


 
Kamyk na mapie
Źródło: www.google/maps

Tutaj właśnie mieszkali moi przodkowie, gdzie według żniw odmierzane były pory roku, a według dymów z komina płacone były podatki podymne (dla przykładu w 1775 roku zanotowano 14 dymów). W 1783 r. Kamyk to własność Tomasza Domaniewskiego podstołego Szadkowskiego. Ponad 200 lat temu dobra te składały się ze wsi i folwarku Kamyk oraz wsi Zakurów i zajmowały 863 morg ziemi, w tym 468 morg lasu. Drewnianych budynków odnotowano 20. Sama wieś Kamyk liczyła 30 osad i 155 morg ziemi, gdzie morga to historyczna jednostka powierzchni używana w rolnictwie. Początkowo oznaczała obszar, jaki jeden człowiek mógł zaorać lub skosić jednym zaprzęgiem w ciągu dnia roboczego (dokładnie: od rana do południa), a jej wielkość wynosiła zależnie od jakości gleby, zaprzęgu i narzędzi ok. 0,33-1,07 hektara. Zadziwia mnie ówczesne podejście do odmierzania powierzchni ziemi. 

Z łatwością przenoszę się w czasie, widząc jak z pokolenia na pokolenie młodzi mężczyźni uprawiają bogatą w torf ziemię, po łąkach biega gromada obdartych dzieci, a na pastwiskach pasą się zwierzęta. Kobiety natomiast pracują w ogródkach, oczywiście motyką i łopatą, aby następnie zebrać plony, również z sadów pełnych owoców. Cała wieś budzi się wraz z pianiem koguta, a zasypia z kurami. Większość marzy zapewne, by mieć kawałek ziemi na własność...

Michał - 4 x pradziadek

Moją historię zacznę od Michała, który jako ostatni rodzi się w wolnej Polsce, jeszcze za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. To rok około 1774, o czym świadczy zapis w akcie urodzenia syna Franciszka z 30 września 1815 r., z którego z łatwością wyczytuję, iż „Michał Tokarek zostający w służbie dworskiej za rataja we Wsi Kamyka liczący lat 41 okazał dziecię płci męskiej, które urodziło się w domu bez numeru z niego i jego małżonki Jadwigi Kałużnianki liczącej lat 32.”

Z tego jednego zdania - oprócz informacji o praprapraprababci Jadwidze - poznaję wiek Michała oraz dowiaduję się, że był ratajem – czyli oraczem zatrudnionym na folwarku. Mężczyźni wykonując orkę na gruntach folwarku czasem mieszkali poza gospodarstwem. Posiadali własne domostwa, a ich pozycja zależała od liczby wołów, którymi pracowali. Rataj był więc bardziej samodzielny niż inni członkowie czeladzi. Był rodzajem zagrodnika czy chałupnika, osadzonego przy folwarku w osobnym domku, zapewne z jakimś ogrodem czy nawet skrawkiem ziemi, a głównym jego obowiązkiem były prace polowe inwentarzem żywym i narzędziami folwarku. Obok pensji mógł otrzymywać zapłatę w formie ziarna, słoniny, masła, sera, mięsa, soli itp. Praca na roli to ciężkie zajęcie, które widać po zoranych rękach i ciemnej od słońca twarzy. To dlatego bardzo często wiek podawany w metrykach był wyższy niż w rzeczywistości.


Akt urodzenia Franciszka Tokarek – 30.09.1815 r.

Jak to zwykle bywało rodzina szybko się powiększa. Oprócz Franciszka, wkrótce przychodzi na świat kolejny syn Adam i córka Magdalena, do których  metryk urodzenia nie udało mi się dotrzeć ze względu na lukę w księgach parafii brzykowskiej w latach 1816-1820, kiedy to ówczesny XV-wieczny kościół runął ze starości na początku XIX wieku.



Pierwsza informacja na temat 4 x pradziadka Michała, do której dotarłam, zawarta była w akcie ślubu syna Adama z Marianną Kliczber - moi praprapradziadkowie. To rok 1844, dokładnie 18 sierpień. Michał niestety już wtedy nie żył, co oznacza że zmarł przed skończeniem 70 lat. Uczestniczył natomiast w uroczystości zaślubin córki Magdaleny z Tomaszem Stolarczykiem w 1833 roku. Mógł mieć wtedy około 59 lat.

Na dzisiaj pozostaje do odszukania akt zgonu Michała, który pozwoli mi rozwiać wątpliwość, czy odnaleziony w 1822 roku „akt zejścia Michała Tokarka” zgłoszony przez Wojciecha Kliczbra i Karola Graczyka spisany pod nr 2 (metryka)  na pewno nie dotyczy mojego 4x pradziadka. Brak w tym dokumencie szczegółowych informacji o żonie oraz fakt, że w spisanym w 1833 roku akcie małżeństwa córki zawarty jest zapis, iż „Magdalena Tokarek jest panną lat siedemnaście liczącą córką Jadwigi i Michała żyjących w Kamyku zamieszkałą przy rodzicach”, nie pozwala mi przyjąć jako wiarygodnej informacji z 1822 r.


Adam - 3 x pradziadek

„Urodzony i mieszkający w Kamyku” - takie słowa zawiera akt zgonu Adama, który jednocześnie ujawnia dodatkową informację, że mój praprapradziadek żył 60 lat.

Te 60 lat życia przypadły na okres całkowitej niewoli Polski, trwającej w chwili przyjścia na świat Adama zaledwie 21 lat, podczas których społeczeństwo polskie, po dokonaniu - przez sąsiadujące z Polską: Niemcy,  Austrię i Rosję - rozbiorów, jest rozdzielone granicami państwowymi, władzami świeckimi i kościelnymi oraz językiem urzędowym i walutą, a czasem również historią lokalną, oświatą, kuchnią czy zwyczajami. Wspólny pozostał jedynie język i świadomość narodowa.

Adam Tokarek mógł urodzić się około 1816 roku. Pięcioletnia luka w metrykach parafii brzykowskiej nie pozwoli mi zapewne nigdy zapoznać się z aktem urodzenia mojego praprapra dziadka. Mimo braku tego dokumentu, myśląc o jego narodzinach, oczyma wyobraźni widzę w Adamie nie zgarbionego staruszka z siwą brodą, ale małego Adasia, zaczepiającego później starszego Franka i młodszą Magdę, a może jeszcze inne rodzeństwo, którego nie udało mi się jeszcze odkryć.

Dnia 18 sierpnia 1844 r. 27-letni kawaler i 22-letnia Marianna z Klyczbrów zawierają małżeństwo religijne  i choć w spisanej metryce zamiast Adama występuje Antoni, zawarte w niej informacje oraz pozostałe  dokumenty pozwalają przyjąć, że jest to ta sama osoba. 


Akt małżeństwa A. Tokarka – 18.08.1844 r.

Wiadomym jest, że młodzi małżonkowie, mający niewiele ponad 20 lat, wkrótce obdarują rodziców wnukami. Szybko potwierdza się moje jak oczywiste przypuszczenie. Choć najczęściej nie bywa to takie proste w poszukiwaniach genealogicznych, tym razem dzięki olbrzymiej pracy genealogów i zindeksowaniu metryk parafii brzykowskiej lat 1826-1867, odkrywam że Adam i Marianna po 3 latach od przyjęcia sakramentu małżeństwa zostają rodzicami. 


Źródło: http://www.geneszukacz.genealodzy.pl/  

Niestety zarówno poprzedni dokument jak i powyższe zestawienie zindeksowanych metryk pokazują błędy podczas spisywania aktów przez księdza, który mylił imiona (raz Adam, raz Antoni), wiek, a nawet nazwisko panieńskie kobiety (w tym przypadku: Klyczber, Kliczbra, Kliczber czy Kliczberg). Niepiśmienni świadkowie natomiast nie byli w stanie zweryfikować tego typu zapisów. Tutaj dodam tylko, że nazwisko Klizber (wymawiane jako Klajzberg) pojawia się w skromnych co prawda, ale jednak - opowieściach rodzinnych i to wcale nie przez najstarszych członków mojej rodziny. To jednak temat na inną historię...

Nie ma piękniejszej formy zapisu aktów niż te zachowane na początku XIX wieku. Z przyjemnością więc odczytuję metryki spisane pełnymi zdaniami piękną polszczyzną, zawierające wiele cennych szczegółów na temat kolejnych potomków moich praprapradziadków:
  • Elżbieta - 13 czerwca 1847 roku (chrzestni: Wojciech Klyczber, Katarzyna Wojdetowa),
  • Katarzyna -  11 listopada 1848 roku (chrzestni: Tadeusz Rębek i Jadwiga Berdyrzowa),
  • Franciszka - 9 sierpnia 1854 roku (chrzestni: Paweł Kliczberg i Jadwiga Kliczberg),
  • Józef – 7 stycznia 1857 roku (chrzestni: Antoni Cichecki i Brygida Skorupina), który umiera jako zaledwie roczne dziecko 13 lutego 1858 r., 
  • Roch (mój prapradziadek) – 6 sierpnia 1858 roku (chrzestni: Jakub Imielski i Katarzyna Tomalik),
  • Franciszek – 29 sierpnia 1863 roku (chrzestni: Jakub Imielski i Jadwiga Kliczberg),
  • Ignacy – 27 lipca 1867 roku (chrzestni: Jakub Imielski i Marianna Amruszkiewicz).
Metryki urodzenia są jednocześnie aktem chrztu, ponieważ ze względu na niebezpieczeństwo śmierci noworodka, sakrament ten odbywał się niemalże natychmiast po narodzinach – jeszcze w tym samym dniu lub nazajutrz. Po dotarciu do wszystkich metryk poznaję więc rodziców chrzestnych, którymi w tym przypadku najczęściej zostaje rodzeństwo żony Marianny z domu Kliczber. Poniżej wybrałam jedną z czytelniejszych metryk, których tekst przenosi mnie w tamte lata, gdy ojciec dziecka udaje się z małym zawiniątkiem do najbliższej parafii, by dokonać zgłoszenia i ochrzcić potomka. Dzieciom nadawano najczęściej imiona świętych, by oddać je pod opiekę tegoż właśnie patrona.
Akt urodzenia Franciszka Tokarek – 1863 r.

Zarówno w powyższej metryce, jak i pozostałych aktach pojawia się dodatkowa cenna informacja, wyraźnie wskazująca, że Adam Tokarek to gospodarz, oznaczający nic innego jak chłopa lub kmiecia pełnorolnego, posiadającego wystarczająco duże, najczęściej jednołanowe gospodarstwo, które pozwalało na to, by samodzielnie się z niego utrzymać. Warto tutaj dodać, że ostatni syn Ignacy (ur. w 1867 roku) przyszedł na świat dokładnie w tym samym roku, co autor powieści „Chłopi” - Władysław Reymont, który urodził się w odległej o zaledwie 70 km od Kamyka wsi – Kobiele Wielkie, a akcja tejże powieści umiejscowiona była w Lipcach (obecnie Reymontowskich) w tymże samym województwie. Kolejny więc raz w mojej wyobraźni pojawiają się obrazy chłopów, dla których ziemia – karmicielka odgrywała olbrzymią rolę, a równie ważne były silne ręce, niezbędne do pracy. 

Śmierć rocznego syna Józefa nie była jedyną tragedią Adama. Największe cierpienie dotyka rodzinę w 1872 roku, kiedy to 23 stycznia o godzinie dziesiątej wieczorem umiera 17,5-letnia córka o imieniu Franciszka, co zostało zgłoszone przez Wojciecha Kliczbra i Stanisława Rościaka, a ksiądz błędnie odnotował zarówno imię zmarłej (jako Agnieszka), jak i wiek (19 lat). Dwa dni później o godzinie drugiej po południu w wieku 50 lat umiera żona Marianna.

Co mogło być powodem tych tragedii? Okazuje się, że w drugiej połowie XIX wieku na ziemiach Królestwa Polskiego dokładnie w latach 1872-1873 były epidemie cholery. Przy braku leczenia w tamtym czasie umierało aż 50 proc. chorych. Według definicji cholera to ostra infekcja bakteryjna jelita cienkiego. Choroba trwa z reguły 2-7 dni, a chory umiera w stanie wstrząsu. 

W chwili śmierci Marianny, najmłodszy syn Ignacy ma 5 lat, dlatego też już 3 miesiące później 30 kwietnia tego samego roku 56-letni Adam ponownie staje na ślubnym kobiercu. Zapewne żałobę przeżywał w sercu, a powtórny ślub miał służyć wychowaniu osieroconych dzieci oraz pomocy w prowadzeniu gospodarstwa. Wybranką jest również wdowa - Brygida (z d. Pająk), która kilkanaście lat wcześniej trzymała do chrztu jego syna - Józefa.


Poniżej przetłumaczona treść metryki ślubu, która jest już spisywana po rosyjsku, jak i inne dokumenty w latach 1868-1918 w związku z sytuacją polityczną (okres zaborów). Pojawiło się w nich również podwójne datowanie wydarzeń – na podstawie kalendarza juliańskiego i gregoriańskiego. Szczegółowa forma metryki została zachowana i nadal zawiera wiele cennych informacji.  

Działo się we wsi Brzykowie osiemnastego /trzydziestego/ kwietnia tysiąc osiemset siedemdziesiątego drugiego roku o godzinie trzeciej po południu. Oświadcza się, że w obecności świadków Jakuba Imielskiego czterdzieści lat mającego i Józefa Płuciennika pięćdziesiąt lat mającego obu rolników zamieszkałych we wsi Kamyk zawarto dziś religijny związek małżeński między: Adamem Tokarkiem wdowcem po zmarłej Mariannie Tokarek z domu Kliczbor w Kamyku trzynastego /dwudziestego piątego/ stycznia bieżącego roku, synem zmarłych Michała Tokarka i jego żony Jadwigi z domu Kałuża, urodzonym i zamieszkałym rolnikiem we wsi Kamyk, pięćdziesiąt sześć lat mającym i Brygidą Skorupa wdową po zmarłym Filipie Skorupa w Mieście Sieradzu dziewiętnastego /trzydziestego pierwszego/ października tysiąc osiemset sześćdziesiątego pierwszego roku, córką zmarłych Filipa Pająka i jego żony Heleny z domu Siwiaszczyk, urodzoną we wsi i Parafii Wola Wiązowa, zamieszkałą wyrobnicą we wsi Kamyk, pięćdziesiąt sześć lat mającą. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w tutejszym Kościele Parafialnym drugiego /czternastego/, dziewiątego /dwudziestego pierwszego/, szesnastego /dwudziestego ósmego/ kwietnia bieżącego roku. Nowożeńcy oświadczyli że nie zawarli oni między sobą umowy przedślubnej. Akt ten Nowożeńcom i świadkom przeczytano, a z powodu ich niepiśmienności, przez Nas tylko podpisano.

Małżonkowie ze względu na wiek nie mają więcej dzieci. Adam umiera 8 marca 1880 roku o godzinie 4 z rana", co zostaje zgłoszone przez Wincentego Lachowicza i Jakuba Iljewskiego – rolników z Kamyka. Pozostawia po sobie owdowiałą żonę Brygidę z domu Pająk oraz pięciu potomków, w tym mojego prapradziadka Rocha, ale o tym w następnej części…

Źródła informacji:
Wsie regionu sieradzkiego - Kamyk
Folwark szlachecki i chłopi w Polsce XVI wieku

sobota, 22 kwietnia 2017

Listy z Auschwitz

Całkiem niedawno pisałam o moim pradziadku, który zginął w Oświęcimiu, zadając pytanie: Dlaczego? Dzisiaj jestem bogatsza o kolejne informacje, które ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu otrzymałam z Muzeum w Auschwitz w kilka dni po wysłaniu zapytania w tej właśnie sprawie, dzięki czemu dokumentację tę mo obejrzeć nie tylko zwiedzający to muzeum...

W tym skromnym zbiorze, będącym namacalnym dowodem uwięzienia mojego pradziadka Antoniego Nawrota w obozie zagłady, oprócz skanów aktu zgonu oraz zwrotu przesyłek, znalazły się dwa listy pisane do żony Bronisławy.

Oto ich skany:
 
 List z 18 lipca 1943 r.

 List z 1 stycznia 1944 r.

Możliwe, że akurat te listy nigdy nie dotarły do rodziny, ale w rzeczywistości nie mówią niestety nic o prawdziwym życiu więźnia obozu zagłady.

Poniżej lista zwrotów, na której widnieje imię i nazwisko mojego pradziadka, co świadczy o niemieckim powtarzanym co i rusz: „Die Ordnung”. Człowiek był numerem, takim samym jak numer listy porządkowej zwrotów przesyłek czy innych spisywanych śladów życia obozowego.
 
Zwroty przesyłek

Trochę czasu spędziłam na stronie poświęconej Auschwitz, gdzie znalazłam potwierdzenie, iż otrzymane skany listów pradziadka były standardowym podejściem do tego typu pisanej przez więźniów korespondencji, która musiała być prowadzona na specjalnych formularzach zakupionych przez więźniów w obozowej kantynie. Listy i karty pocztowe wysyłane z obozu pisane były w języku niemieckim, ponieważ przechodziły one przez ręce cenzury ustanowionej przez władze obozu. Więźniowie Żydzi, jak również sowieccy jeńcy wojenni nie mieli możliwości korespondowania ze swoimi rodzinami. W cenzurowanych listach, pisanych ręką tzw. schreibera, za każdym razem powtarzają się informacje o dobrym stanie zdrowia, podziękowania za listy i paczki oraz pozdrowienia dla całej rodziny. 

Do listów dołączana była instrukcja dotycząca korespondencji, która mówiła między innymi o tym, że więzień - w tym przypadku Antoni Nawrot urodzony 7 lutego 1899 r. nr: 120210 - mógł otrzymywać każdego miesiąca od swoich bliskich dwa listy lub dwie kartki i także do nich napisać.
Instrukcja dotycząca korespondencji

  Tłumaczenie instrukcji dot. korespondencji

Poniżej przetłumaczona treść listów mojego pradziadka. Ze względu na nieczytelne fragmenty, część słów pominęłam. W nawiasach dopisałam natomiast znane mi osoby, które zostały wymienione w pozdrowieniach.

Auschwitz, dnia 18 lipca 1943 
 
Moja kochana żono! Twój list z dnia 12.7.43 otrzymałem dnia 17.7.43, dziękuję bardzo. Wasze wcześniejsze listy również otrzymałem, na które odpowiedziałem. 

Jestem zdrowy i silny, pracuję na powietrzu i jestem zadowolony. Do dzisiaj otrzymałem: pierwszą paczkę od Tomasza Staszewskiego 6/VII, drugą paczkę od Jana Kakały 8/VII, trzecią paczkę od Josefa Wiśniewskiego 13/VII, czwartą od Franza Kakały 16/VII. Za te paczki [……. nieczytelny fragment na zgięciu – zapewne mowa o tym, że dziękuje i cieszy się …….], że wszyscy mnie nie zapomnieli. Waszego listu nie bardzo rozumiem, komu powinien brat Janek z Frankreich [chodzi o Francję] paczkę z 1 kg szynki wysłać, mnie czy im? Napisz mi dokładnie. Piątą paczkę od Antoniego Siuta dnia 13/VII otrzymałem. Żywność [...... fragment nieczytelny …] była w porządku, otrzymałem wszystko. Napisz mi, czy moja córka Zofia z Poznania do Ciebie napisała? Córka Zofia może do mnie napisać, ale ja nie mogę  do niej odpisać. 
Pozdrawiam Ciebie, moja kochana żono [Bronisława], moje córki [Marianna- moja babcia, Zofia, Jadwiga i Kazimiera], braci [Józef i Stanisław], Staszewskich [rodzina ze strony żony, której matka Marianna była ze Staszewskich], Siuta, Wiśniewskich [rodzina ze strony matki Marianny z Wiśniewskich], Kakałów [rodzina chrzestnego Jana Kakały], Struzików, Mitków [takie nazwisko będzie nosiła córka Zofia] i wszystkich krewnych i znajomych, jak również panią Stępień.

Nawrot A.
---------------------------------------------
Drugi list na miesiąc przed śmiercią: 
Auschwitz, dnia 1 stycznia 1944

Kochana żono! List z dnia 21 XII i paczka, które otrzymałem są w porządku, jestem Wam bardzo wdzięczny. Jestem zdrowy, czuję się bardzo dobrze, czego Wam też życzę. 
Jestem zadowolony z paczki, w której był dla mnie prezent. Wszystkie [……. nieczytelny fragment na zgięciu ] paczki, które dostałem są w porządku. Pisz do mnie, moja żono. Wysyłaj nadal paczki. Kiedy będziesz wysyłać paczkę, proszę [fragment nieczytelny] tytoń i cebulę, ponieważ teraz używam dużo cebuli i potrzebuję więcej. Serdeczne pozdrowienia dla mojej żony i córek, dla braci, Kakały, Janiszewskich, …, Mitka, Wiśniewskich, Kuropatwy, Staszewskich, Wełny Józefa i  wszystkich krewnych, sąsiadów.
U nas zima nie jest taka ciężka. Nie musisz się o mnie martwić. Mam nadzieję, że Bóg nas jeszcze połączy. Pieniądze i bieliznę lub inną odzież proszę nie wysyłaj.
Kocham Was mocno.

Wasz Ojciec i Mąż

Nawrot A.
Na każdej paczce [……. nieczytelny fragment]  stawiaj datę. 
---------------------------------------------

Za niby zwyczajną treścią tych listów kryje się jednak dramat jednej z wielu tysięcy hitlerowskich ofiar... Pradziadek Antoni przebywał w Auchwitz prawie 9 miesięcy, dokładnie od 06-05-1943 do 03-02-1944 r. W tym okresie mógł być między innymi świadkiem największej publicznej egzekucji, dokonanej przez esesmanów w odwecie za ucieczkę kilku więźniów i za kontakty z ludnością cywilną, wieszając na szubienicy 12 więźniów Polaków (19 lipca 1943 r.). Na pewno widział przeprowadzane na rampach masowe selekcje, po których większość przybyłych przewidziana była do uśmiercenia w komorach gazowych. Można sobie wyobrazić, że Antoni był świadkiem wielu strasznych scen, jednak nie mógł o tym wspomnieć w swojej korespondencji do rodziny.

„Ich bin gesund und munter” (tłum. Jestem zdrowy i wesoły… żwawy, silny) – tylko takie słowa można było przekazać najbliższej rodzinie. Specjalnie narzucona treść listu miała wprowadzić w błąd opinie publiczną i same ofiary, a wielokrotnie wymieniane w listach informacje o otrzymanych paczkach miały ukryć prawdę o głodzie.


Poniżej fragment wspomnień jednego z niewielu ocalonych więźniów na temat Świąt Bożego Narodzenia w Auschwitz
Dlatego wysyłane z Auschwitz listy nie pokazują prawdziwego życia w obozach. Są cenną pamiątką tylko ze względu na przejmujący dokument okresu okupacji.

Podstawowym celem polityki niemieckiej na obszarze okupowanej Polski po zlikwidowaniu polskiego państwa i jego instytucji było wykorzystanie zasobów materialnych, siły roboczej oraz usuwanie z jej terenu miejscowej ludności - Polaków i członków narodowych. W tym duchu wielokrotnie wypowiadał się Hitler oraz niemieccy dygnitarze i przywódcy. W dniu 15 marca 1940 r. szef SS i niemieckiej policji Heinrich Himmler powiedział:


„Wszyscy fachowcy polskiego pochodzenia mają być wykorzystani w naszym przemyśle wojennym. Później Polacy znikną ze świata.[...] Godzina każdego Niemca zbliża się. Dlatego jest rzeczą konieczną, by wielki naród niemiecki widział swe główne zadanie w zniszczeniu wszystkich Polaków”. 

Antoni Nawrot nie doczekał wyzwolenia. Jego zgon odnotowano pod datą: 3 luty 1944 r. g. 17:40.
 
Dopiero z tego dokumentu dowiaduję się, że zmarł w Auschzwitz II, czyli obozie w Brzezince, będącym głównym centrum eksterminacji przywożonych na zagładę Żydów. Tutaj również gromadzono i systematycznie zabijano chorych i wyselekcjonowanych na śmierć z całego kompleksu obozów oświęcimskich, a na niewielką skalę także z innych obozów.  Osadzeni tam Polacy ginęli na skutek: głodu, bicia, chorób, nadmiernej pracy, braku opieki lekarskiej, egzekucji przez rozstrzelanie albo zastrzyk fenolu, lub w komorach gazowych.

Oczywiście pytanie: Dlaczego? pojawia się nadal...

*****************************
Ku pamięci... Dzięki cioci Reginie dowiedziałam się, że obok kościoła pw. św. Jana Chrzciciela w Brzykowie znajduje się wzniesiony w 1989 r.  pomnik poświęcony zamordowanym w Oświęcimiu w latach 1943-44 żołnierzom z pobliskiego Wrońska.

Antoni Nawrot wśród siedmiu nazwisk zamordowanych żołnierzy
Źródło: Polska niezwykła
Z tablicy pamiątkowej przymocowanej do kamiennego głazu dowiaduję się natomiast, że mój pradziadek był żołnierzom Batalionów Chłopskich, co otwiera przede mną kolejne drzwi do odkrycia historii mojego przodka....